Zmiana. I ten pożal się Boże (!!!) rozwój osobisty. Ostatnio ktoś mnie zapytał – skąd się bierze w życiu zmiana. Ta osoba ewidentnie pełna dobrych chęci i aspiracji, na poziomie deklaracji ze wszech miar spragniona rozwoju, kompletnie nie była w stanie pojąć skąd ludzie biorą w sobie potrzebę do zmiany. Tymczasem zmiana na poziomie rozwoju osobistego wynika z wielu przyczyn – i wcale nie koniecznie z potrzeby. Czasem samo się…Ale ja osobiście wyróżniam cztery główne źródła.
No więc, zmiana może w wersji podstawowej był naturalna. Ewolucyjna – wynikająca z doświadczeń. Nie każda zmiana jest świadomym i celowym działaniem, ale kiedy się zdarza, bo np. wielka miłość zakończyła się fiaskiem i się okazuje, że proszę państwa relacja była szalenie toksyczna, to człowieka nachodzi autorefleksja. Chciał nie chciał. Kiedy odchodzą bliscy i przeżywamy głębokie i trudne emocje, od których nie sposób uciec, kiedy robimy „coś nowego”, co wzbudza np. strach przed porażką i musimy stanąć twarzą w twarz z tymże strachem. Samoświadomość sama się nie zrobi, ale czasem samo się tak dzieje, że człowiek od niej nie ucieknie. Chociaż znam wyjątkowo oporne egzemplarze.
Z odbioru informacji zwrotnej. Świat daje nam feedback – ludzie dają nam feedback, odchodząc, trwając, znikając, mówiąc, czasem nie wprost – bo nie bardzo jesteśmy uczeni dawania feedbacku. Ileż razy łatwiej jest odejść, przemilczeć, nie odpowiadać na telefon, maila czy w inny sposób zacząć unikać niż – zupełnie wprost dać informację zwrotną. Nie podoba mi się to, to i tamto, powoduje to we mnie takie to a takie uczucia. To potrafi naprawdę przyczynić się do zmiany w człowieku. No chyba, że ktoś należy do kategorii feedback – resistant, czyli ludzi opornych na jakikolwiek punkt widzenia otoczenia. Głuchych na siebie, nie „w kontakcie ze sobą”, więc głuchych na innych. Mających wielkie martwe pola, które niestety są przyczyną cierpienia dla najbliższych.
Kolejnym źródłem zmiany jest…frustracja. Zmiana przychodzi wtedy, kiedy poziom satysfakcji z siedzenia w tzw. ciepłym kur@&dołku, zwanym strefą komfortu, czyli np. beznadziejnym związku, równie, albo jeszcze bardziej beznadziejnej pracy, słabych relacjach, toksycznych znajomych, utartych sposobach postępowania (albo podlegania temu, co nam życie niesie bez rzeczywistego dokonywania wyboru) – to wszystko może się skończyć dopiero wtedy, kiedy dyskomfort z tym związany urośnie ponad komfort trwania. A trwanie samo w sobie jest SŁABE. I kiedy już człowiek ma dość, szuka zmiany. Czasem dużej, czasem małej, ale szuka. I wtedy dzieje się magia. Bardzo lubię na to patrzeć .
No i na koniec – po prostu otwarta głowa. Można w to wierzyć, można nie – ale są ludzie, u których rozwój osobisty wynika wyłącznie z tego, że do wszystkiego podchodzą bez czarnego sceptycyzmu, bez uprzedzeń, bez oczekiwań i nastawienia – po prostu z ciekawością, co życie przyniesie. I takie osoby potrafią przeżyć w swoim życiu znacznie więcej przygód, doświadczeń, znajomości, niż inne. To taka osoba, która jak mantrę używa zdania „czemu nie? ” na zagranicznej wycieczce pozna mnóstwo tubylców, dowie się o świecie i ludziach więcej, pójdzie w miejsca, w które wielu by nie poszło i przeżyje ciekawe przygody. Oczywiście, można od razu powiedzieć, że taka osoba częściej ryzykuje i pewnie częściej spotykają ją statystycznie trudne doświadczenia – chociażby kradzieże. Ale – kto nie ryzykuje, nie pije szampana, a statystycznie taka osoba przeżyje po prostu dużo ciekawsze życie.
Żadna z powyższych opcji nie jest ani jedyna, ani nie sprawia, że jeżeli coś człowieka ogranicza w rozwoju, to z mojego doświadczenia – są to dogmaty. Uwieszenie rozumu na odgórnych założeniach. Rząd dusz, religia, polityka czy cokolwiek innego, co zamyka człowieka na różnorodność świata. Z tym nie pohandluje ani rozwój osobisty, ani samoświadomość.
A tak na koniec z dedykacją – piosenka Tima Minchina – If you open your mind too much, your brain will fall out.