Nawyki. To takie coś, z czego nie tak łatwo zdać sobie sprawę, chociaż ich istotność, a często wręcz upierdliwość życiowa kompletnie nie uzasadnia takiego lekceważenia.
Kłopot w tym, że żeby je zobaczyć należy się na nich złapać, jak kochanka żony w szafie. Tak, żeby zobaczyć, a nie tylko widzieć. I pamiętać, że to nie jest wada. Taką lub takiego bozia mnie stworzyła i taką już zostanę. To tylko nawyk. Co z nim zrobisz? To już zależy od Ciebie.
Jak się złapać na schemacie?
Żeby to zrobić trzeba się sobie przyglądać. Jeżeli coś Ci nie idzie – zadaj sobie ten trud. Zacznij patrzeć na siebie, swoje reakcje, interakcje, sprawdzać siebie w relacjach ze światem i zobacz – co Ci z tego wychodzi? I co to robi ludziom? To wymaga niestety odrobiny autokrytycyzmu, a o ten niełatwo. Brak pokory, ślepotę oraz głupi, zawzięty upór poczytuję ostatnimi czasy za jedną z kluczowych plag cywilizacji. Nie, żebym sama była od nich wolna, ale świadomość to już pierwszy krok..,
Nie jest jednak tak, że źle jest, było i będzie.
Żeby było inaczej musisz zrozumieć dlaczego tak jest. Oczywiste? Teoretycznie. Ale zadać sobie trud i pogrzebać, żeby znaleźć źródło nie jest prosto.
Skupienie na sobie uwagi w celu powyższej analizy jest zjawiskiem mocno pożądanym i nie zaliczanym do działań egoistycznych. A już w szczególności nie jest stratą czasu. Przeciwnie, ma w sobie coś z empatii, szczególnie jeżeli złapiesz się człowieku na tym, że robisz ludziom kuku bezwiednie. I wiele z samorozwoju.
Ze schematami/nawykami jest jak z chybioną taktyką działań biznesowych, które w żaden sposób nie umożliwiają mi osiągnięcie celów, jakie wytycza mi strategia. Wyobraź sobie, że jesteś firmą, która chce się rozwijać, ma fajną strategię i wie o co jej chodzi, tylko jakoś ciągle nic z tego nie wychodzi. Najczęściej zawodzi taktyka, a taktykę zmienić można zawsze.
Złap nawyk za łeb
Nawyki mogą wyglądać bardzo różnie. Każdy ma swoje, ale że ma to z pewnością, bo nawykami żyje każdy człowiek. Nawyki, są jak mycie zębów i druga skóra, albo jak powietrze, nawet nie wiesz kiedy nimi oddychasz. Najczęściej do chwili kiedy powietrze nie zaczyna śmierdzieć, a w przełożeniu na nawyki i schematy – do kiedy nawyk nie przynosi swoich kiepskich efektów.
Nawyk jest wtedy, kiedy szlag mnie trafia, a ja płynę z emocjami. Daje im się zalać i wychodzi z tego wzorowa, karczemna awantura.
Nawyk to też coś, co sprawia, że chociaż na poziomie werbalnym decyduję się na zmianę, na poziomie zachowania działam tak, jak zawsze. Na przykład podważam wartość własną, podważam wartość ludzi wokół mnie i podważam wartość osoby, którą wynajmuję do tego, żeby mi pomogła. Nie pomoże mi terapeuta, jeden, drugi, trzeci, coach, ani wszyscy święci. Dopóki nie zrozumiem dlaczego, a potem zacznę to zmieniać. Krok po kroku. Porażka po porażce. Sukcesik po sukcesiku.
Żeby widzieć własny nawyk trzeba dostrzec, że między bodźcem a reakcją, jaką z siebie wypuszczam mam czas na wybranie dobrego, służącego mi i innym sposobu reagowania. Że świadomie wybieram i nie daję sobie wpaść w ten schemat, w którym już byłam/byłem. Jeżeli coś robione jest tak samo, nie należy spodziewać się, że efekty będą inne niż dotąd.
Warto robić inaczej chociażby dlatego, że eksperymenty to nowa perspektywa. A nowa perspektywa w łapaniu własnych nawykowych schematów potrafi bardzo pomóc. Bardzo lubię instytucję superwizji czyli sytuację, w której psychologowie czy coachowie poddają się spotkaniu z drugim specjalistą po to, żeby skonsultować pracę z człowiekiem. Poddanie się rewizji. Zapytanie o zdanie. Wymaga pokory i odwagi. Takim superwizorem może być życzliwy słuchacz (warunek konieczny), przyjaciel, osoba zaufana.
Dlaczego warto?
Bo jedyną osoba, która może zakończyć Twoje męki wynikające z własnej niedoskonałości jesteś Ty sam/a. A spokój wewnętrzny, którego sobie nim nie zaburzasz jest wart tej pracy. Simple as that.
Udanego polowania na nawyki