Czytając Factfulness Hansa Roslinga zaczynam na nowo analizować przyczyny tego, że tak wiele osób żyje życiem mniej szczęśliwym, niż by mogło. I chciało.

Dlaczego tak wiele osób daje swoim pesymistycznym przekonaniom wygrać z perspektywą czegoś nowego i lepszego niż to, w czym nie odnajdujemy szczęścia?

Po pierwsze myślenie stereotypami.

Że się nie da.

Że jestem za stara na kolorowe bluzki, zmianę zawodu, schudnięcie, udział w karaoke, rodzenie dzieci….bycie szczęśliwą.

Że nikogo nie znajdę, a w internecie to sami psychopaci i hejterzy. Że to czy tamto się nie uda.

No, można tak sobie wkręcać. Pewnie, że można. Tylko po co? A jak ktoś nam wkręcił to warto zacząć zmianę od wykręcenia tego ze światopoglądu.

Po drugie strach przed tym, co najprawdopodobniej się nie zdarzy. Bo naprawdę większość strachów się nie materializuje. A często te, które się materializują, są samospełniającą się przepowiednią. Więc nie zaklinaj sobie rzeczywistości.

Po trzecie myślenie krótkoterminowe. Tortura marnego związku, braku szacunku w relacji, niespełnionego marzenia o lepszych zarobkach, zwiedzeniu świata, czasie dla siebie czy aucie, o jakim marzysz od lat, jest znośna pod warunkiem, że unikasz świadomości tego, że będziesz żyć jeszcze pewnie 30-40 lat, a masz wszelkie zasoby, żeby ruszyć tyłek i zdobyć to, czego chcesz.

Kiedy się nie myśli, że ten dyskomfort, wynikający z rażącego zaniedbania wobec siebie samego, ma trwać dekady, zaakceptowanie własnej bierności jest całkiem akceptowalne.

Bo tu i teraz nie muszę działać. Brać odpowiedzialności za swoje życie. Podejmować istotnych decyzji…zacząć oszczędzać, zmienić miejsce zamieszkania albo pracę, rozwieść się czy rozejść, zacząć edukację w wymarzonym kierunku mając 30 czy 40 lat, egzekwować od rodziny więcej wkładu celem samo-odciążenia… co kto potrzebuje.

Każdy z dużych kroków trzeba zacząć od malutkich. Wyjść paluszkiem stópki poza strefeczkę dyskomforciku.

Oswoić strach, zdeprecjonować wydumane ograniczenia i do dzieła.

W przeciwnym razie groźba życia w klasie BMW – Bierny, Mierny, ale Wierny, ziści się z dużą dozą prawdopodobieństwa. A szkoda by było, prawda? Ja nie jestem kotem, mam jedno życie i podejrzewam, że większość z Was też 🙂