Kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że coś w jego życiu jest nie do końca tak, jakby chciał, często źródłem problemu jest właśnie brak miłości do siebie.
Dlaczego tak jest? Myślę, że to, co powiedział na ten temat Jespeer Juul, wybitny duński pedagog i terapeuta rodzinny, twórca humanistycznego podejścia wychowawczego, jest doskonałym podsumowaniem:
„Dziecko, które jest źle traktowane nie przestaje kochać rodziców – przestaje kochać siebie.”
I to jest podstawowy powód, dla którego większość z nas tę miłość do siebie musi wypracować. Ale da się i mam na to liczne dowody w postaci siebie samej i wielu klientów, którzy przeszli na drugą stronę tego Rubikonu :-). Jak to zrobić?
Spójność to podstawa
A co to oznacza? W uproszczeniu człowiek ma trzy sfery, które są odpowiedzialne za myśli, uczucia i działanie. Są to: umysł, ciało, emocje. Przedstawia to model MUD, autorski model Grupy TROP, z której wywodzę się jako coach.
I w teorii każdy o tym wie, ale niewiele znam osób, które rzeczywiście o te trzy sfery potrafią dbać. Tymczasem to jest właśnie droga do osiągnięcia szczęścia – które jest w gruncie rzeczy umiejętnością odczuwania tego, co przekazuje nam każda z tych trzech sfer w „tu i teraz” i podejmowanie działań zgodnych z tym, co czujemy i myślimy.
Brak higieny
Człowiek, żeby móc prawidłowo funkcjonować potrzebuje higieny w każdej z tych trzech podstawowych sfer.
Dlatego tak ważne jest, żeby nie tylko się rozpieszczać w ramach selflove, dawać sobie ulgę fizyczną, chodzić na masaże i do teatru, zamawiać pomoc domową, żeby zdjąć sobie z barków to, co możnma, kupować sobie książki i otaczać się ładnymi rzeczami.
Bo to wszystko trafia w potrzeby – owszem, ale z grubsza jednej sfery, maksymalnie dwóch.
Tymczasem tak, jak niezbędna jest higiena ciała, czas na odpoczynek tak ciała, jak i umysłu, higiena emocji też jest konieczna.
A dbanie o tę sferę to jakimś dzikim trafem (sic!) coś, czego nikt specjalnie nie uczy. Jakie znasz emocje?
Większość znanych mi osób nie potrafi nawet prawidłowo nazwać emocji, bo nie mają ich w katalogu wyrażeń podręcznych – owszem kiedyś słyszeli. Jednak prawidłowe nazwanie tego, co się czuje wymaga zatrzymania. Pobycia w kontakcie ze sobą.
Ważna rzecz – nie ma złych emocji ani dobrych. Żeby się obronić mamy
emocje konstruktywne, nazywane też czasami trudnymi – które wprowadzają
stan alarmowy – wprowadzają dyskomfort. I to te emocje są najczęściej
motorem zmiany.
Wszystkie emocje są ważne i potrzebne. A każdy stan emocjonalny
przemija. Jeżeli mu na to pozwolisz.
Tymczasem najczęściej pokrywamy swoje uczucia kilkoma najprostszymi etykietkami: złość – wkurw – wściekłość, radość, szczęście.
A czuć można naprawdę bardzo wiele różnych rzeczy i warto umieć je rozpoznać, nazwać, przyjąć. Przeżyć i odpuścić.
A przede wszystkim – nauczyć się odczytywać swoje emocje tu i teraz.Nie blokować ich. Nie tłamsić. Z drugiej strony – nie tłamsić nie oznacza wybuchać tu i teraz. Jednak świadomość, że coś budzi nasz sprzeciw albo nas rani w danej sytuacji, pozwoli rozwiązać konstruktywnie wiele życiowych sytuacji.
Dla chętnych zamieszczam poniżej ściągawkę z emocji. Jeżeli nie będziesz wiedzieć, co tak naprawdę czujesz, to spojrzenie na takie zestawienie i skonfrontowanie tych „emocjonalnych etykietek” z tym, co masz w sobie, naprawdę może Ci pomóc.
Pogarda,
lekceważenie, obrzydzenie, odraza, niesmak, awersja
Akceptacja,
życzliwość, ufność, poczucie bliskości, oddanie, uwielbienie, zaślepienie,
czułość, sympatia
Poczucie
winy, zażenowanie, zakłopotanie, wyrzuty sumienia, upokorzenie, żal, skrucha,
poczucie niższości
foto: unsplash.com
model MUD – by Grupa TROP