Studium przypadku: jak nie płynąć za emocjami, kiedy wszystko się sypie.

Mam za sobą ciekawe doświadczenie pierwszej kampanii online i powiem szczerze, takiej tragedii pomyłek dawno nie przeżyłam.

Ja wiem, że jak się robi coś po raz pierwszy to nie wszystko się musi udać, może być ciężko, ale serio – wyczerpałam limit „niespodzianek” mam nadzieję na dłuższą chwilę.

Oto jak wyglądała kampania sprzedażowa mojego pierwszego kursu online.

Zanim doszło do webinaru, podczas którego mówiłam o uczuciach, o tym, jak sobie z nimi radzić i jak z nimi pracować – w ramach promocji kursu 3xZ: Zrozum, Zaakceptuj, Zakomunikuj Swoje emocje, wysypywał mi się program do robienia webinarów.

Swoją drogą ja nie lubię tych technikaliów, ale z bólem się jednak uczę. I dobra, opanowałam to, już wiedziałam jak to zrobić i nawet z okazji webinaru mój mąż mi w scenerii kwiatek ustawił na parapecie w gabinecie, dzięki czemu mam tu teraz milej. Idźmy dalej.

Potem okazało się, że nie wysłało się ostatnie przypomnienie do uczestników, więc z 430 osób zapisanych na WEBINAR, na żywo miałam jakieś 30 z okładem. To nic, że za reklamę się płaci i trochę krew w piach inwestycja.

Dlaczego tak się stało? Bo system mailowy przekroczył liczbę użytkowników i musiałam zapłacić za usługę. Stało się tak między 8 a 18 w dniu wydarzenia. Niestety pech chciał, że ustawiłam te maile z datą wysłania na dzień webinaru wieczorem dnia poprzedniego, żeby między dziećmi, obiadem, a przygotowaniami nie musieć tego już robić.

I zonk. Nie mogłam potem jeszcze przez parę godzin wysłać maila, bo jakaś weryfikacja.

Bezsilność na każdym kroku.

Potem ktoś bliski miał pretensje o jeden z moich tekstów w ramach kampanii komunikacyjnej. I tu też miałam trochę emocji.

Ale hit miał dopiero nadejść.

W 4 dniu sprzedaży, kiedy wstawiałam banner na stronę www, okazało się, że człowiek, który mi tę stronę postawił, zestawił razem DWA SPRZECZNE SYSTEMY.

Co oznacza, że kiedy próbowałam wstawić banner na stronę główną, wysypało się absolutnie WSZYSTKO.

Produkty w sklepie. Zniknęły. Dane klientów, którzy zdążyli już coś kupić. Zniknęły. (tego miałam backup w mailach, thx God).

Strona, na której można było kupić kurs – niespodzianka! Też zniknęła. Nawet płatności skonfigurowane przez drugiego informatyka zniknęły.

Na tym etapie myślałam najpierw, że nie wytrzymam z bezsilności. Potem, że spłonę z frustracji. A potem już się tylko śmiałam.

I pomyślałam, że tragedia, to jest jak tramwaj nogi utnie. I najwyżej zrobię nową kampanię dla tego kursu. I nie ma się co denerwować.

Bo nie mam na to wpływu.

Dlaczego o tym piszę?

Bo chcę powiedzieć, że popadanie w skrajne emocje jest odruchem, który warto powstrzymać. Narzuca pewną wizję świata, negatywnego myślenia i popadania w bycie ofiarą okoliczności.

Że wybieranie Swojej reakcji na to, co nas spotyka to proces, na który możemy mieć wymierny wpływ. I warto mieć w tym wszystkim właśnie świadomość Swojej strefy wpływu – bo szarpanie się o coś, na co nie masz wpływu jest po prostu stratą czasu. Tylko że to nie jest prawda, którą łatwo przyjąć do wiadomości.

Ja nie zamierzam być ofiarą okoliczności.

Po prostu zacznę z innego końca. A czego się nauczyłam po drodze, to moje.

 

 

Rozważania nie tylko Walentykowe

Zastanawiasz się czasem, jak ludzie to robią, że starzeją się razem, podziwiając nawzajem mapę swoich zmarszczek? Otóż sposobów jest wiele.

• Są tacy, co chodzą ze sobą na daleko idące kompromisy, uzasadniają na wszystkie sposoby trudne zachowania partnerów i zagryzają zęby, bo trzeba nieść swój krzyż.

• Są tacy, co w imię ojca i syna nie rozwiodą się, bo co ludzie powiedzą.

• Są tacy, którzy tak dalece nie ufają sobie, że nie potrafią podjąć ostatecznej decyzji – to jest moje życie, odchodzę.

I takie osoby trwają w relacjach, którym daleko do bycia OK.

To są modele, w których trudności są codzienną esencją związku.

Czy występują one w każdym związku? Pewnie. Ale w różnym natężeniu.

A fundament relacji ma znaczenie.

I jeszcze jedna, ULTRA ważna sprawa.

TO NIE JEST PRAWDA, że dobra relacja to taka, w której PRZECIWIEŃSTWA SIĘ PRZYCIĄGAJĄ.

To raczej gwarancja szarpaniny i sinusoidy.

Jaka jest więc moja propozycja fundamentów pod udany związek?

Osoby, które mają nieudane związki, często zaczynają je budować, za przeproszeniem, od d**y strony. I nie mam na myśli nawet, że od łóżka.

Jesteśmy ludźmi, więc bywa i tak 😉

Podstawową metodą na zbudowanie zdrowego związku jest zbudowanie zdrowego związku ze sobą. Wyobraź sobie, że masz:

Miłość do siebie – bezwarunkową, zdrową.

• Samoświadomość, która sprawia, że rozumiesz kiedy ktoś przekracza Twoje granice.

• Akceptację siebie, swoich wad i zalet,

• Zaufanie do siebie, swoich uczuć, granic i swoich decyzji.

• Świadomość swoich wartości.

• Zrozumienie, akceptację i zgodę ze swoimi emocjami.

• Współczucie dla siebie.

 

Bo mając wszystko powyższe:

• Możesz dać to komuś innemu, bo masz to w swoich zasobach.

• Chcesz być w związku – ale nie potrzebujesz desperacko i za wszelką cenę w nim być.

• Wybierasz partnerów świadomie – a nie bierzesz „co się nawinie”.

• Wybierasz relacje w oparciu o swoje zasoby, a nie deficyty (np. jako osoba w roli ofiary nie szukasz sobie kogoś, kto odnajduje się w roli kata, jako dawca nie szukasz egoisty itp.).

• Wybierając w ten sposób z dużą dozą prawdopodobieństwa trafisz na kogoś o podobnym poziomie inteligencji emocjonalnej, do Twojej..

Dlatego dziś w szczególności ukochaj Siebie!

A jeżeli jesteś dzisiaj bez pary, PAMIĘTAJ!

Nie musisz kogoś mieć. Nie ma, że „już czas najwyższy”.

Okaż sobie wsparcie. Zainteresowanie. Współczucie, jeżeli tego potrzebujesz.

Poznaj Siebie trochę lepiej.

Poświęć całą swoją energię i uwagę na spędzenie czasu z najważniejszą osobą w Twoim życiu!

Jedyną istotą, która z pewnością zostanie z Tobą do grobowej deski.

 

Jak uwolnić się od toksycznych relacji?

Jedno z marzeń na 2021, jakie zgłosiła mi pewna osoba na jednym z moich profili społecznościowych, to uwolnienie się od toksycznej relacji.
Sama w takiej kiedyś byłam, a nawet całkiem w kilku, więc idąc za ciosem , chciałabym napisać o tym kilka słów, bo problem jest stosunkowo powszechny, a wiem, że kiedy się w takie relacji jest, trudno dostrzec źródło problemu.

Na początek odeślę Cię do mojego innego wpisu, który również dotyczy tego tematu:

Po czym poznać, że jesteś w toksycznej relacji i ktoś Tobą manipuluje.

A teraz od początku.


Toksyczność relacji nie musi oznaczać, że każda z zamieszanych w nią osób jest toksyczna. Czasem po prostu dwie osoby tak na siebie działają i taka relacja z tego wychodzi.


Wiele z tych relacji bazuje na zaburzonej relacji z samym sobą.

 

Po czym to poznać?
W szczególności sprawdzając, czy jeżeli ktoś nam czegoś nie daje, a my tego potrzebujemy, to gdzie leży problem. Przykładowo, możesz sprawdzić, czy ta osoba w ogóle ma to, czego Ci potrzeba, ergo czy ma szansę Ci to dać

Czyli konkretnie:

  • Czy ta osoba ma w sobie czułość i troskę, albo cokolwiek innego, czego Ty szukasz w związku,
  • Czy ta osoba ma potrzebę albo umiejętność budowania więzi (czy może ma np. tzw. Attachment issues) i choćby skały…to Ci tego nie da. Bo wywodzi się ze środowiska, w którym więzi były zaniedbane. (Warto przeanalizować historię związków takich osób, bo często jest ich niewiele i kończą się ok. 2 rocznicy – kiedy czas przychodzi na zobowiązania i tzw. decyzje, co dalej.
  • Czy ta osoba nie ma określonego stylu wchodzenia w relację, który był adekwatny do Twojego, np. relacja dawca-biorca. Te relacje się często kończą, gdy jedna strona „wyrośnie” ze swojego schematu, zaczyna oczekiwać bardziej partnerskiego układu i dotychczasowa rola staje się dla niej uciążliwa.

Musisz poszukać – sprawdzić, co to jest to coś, czego Ty konkretnie potrzebujesz. I czy Twój partner czy partnerka może Ci to dać. Czy może musisz o to zadbać we własnym zakresie?


Koniecznie sprawdź;

• czy godzisz się na coś, co jest poniżej tego, czego potrzebujesz i na co zasługujesz, z jakiegoś powodu?
• czy to, że tkwisz w tej relacji nie wymaga od Ciebie spotkania z prawdą na temat Twoich deficytów/ niedostatków?
• czy nie szukasz miłości na siłę tam, gdzie jej nie ma?
• czy nie zaspokajasz cudzych potrzeb kosztem siebie, żeby dostać akceptację, miłość, związek, nawet kiepski, ale jest?

Szukanie miłości na siłę, własnym kosztem, to jest często historia o braku miłości z w czasach, kiedy kształtowała się Twoja osobowość. Czasem był to brak miłości, czasem miłość, która nie zaspokajała potrzeb, nie dawała wyrozumiałości, przestrzeni na bycie sobą. I jeżeli w takim schemacie się wzrastało, to często w dorosłości trzeba go wyprostować.

Nie szukać miłości na zewnątrz.

Ale fakty są takie, że zamiast dać sobie samemu to, czego nam trzeba, zwykle zaczynamy szukać tego na zewnątrz. W konsekwencji jako dorośli, często szukamy miłości bezwarunkowej u osób, które nie mają obowiązku dawać innej dorosłej osobie miłości bezwarunkowej. Takiej rodzicielskiej. Takiej, którą można i trzeba dać sobie samemu.
Bo od partnera otrzymuje się inny rodzaj miłości.

I warto pamiętać, że ten partner czy partnerka to też jest człowiek, ma swoje wady i zalety, ale również duży obszar nieświadomości, który może sprawiać, że uważasz tę osobę za toksyczną. Bo zachowuje się nie tak, jak oczekujesz.

Wracając jednak do Ciebie…Każdy powyższy przypadek może być sygnałem, że czas popracować nad sobą – dla swojego dobra. I w ten sposób świadomie uwolnić się od toksycznej relacji.

Z tym się pracuje. I to się zmienia. Sztuka Samokochania jest do opanowania.

 

Jeżeli odnajdujesz w tym coś dla Siebie, zachęcam jeszcze – zobacz jeszcze te dwa filmy – to część wywiadu, którego udzieliłam dla projektu Klucz do Szczęścia. O toksycznej relacji:

• Po czym ją poznać

• Jak może wyglądać


• Co możesz z nią zrobić?

Jak się kłócić, żeby się nie kłócić, tylko rozmawiać, słyszeć i rozumieć?


Żeby porozumieć się z drugą osobą, jedną z najważniejszych rzeczy jest umiejętność mówienia o…Sobie. A nie o współrozmówcy. Stosowanie komunikatu „JA” pozwala wyrażać swoje potrzeby, uczucia i oczekiwania, bez obrażania, zarzucania pretensjami itp. Ta prosta konstrukcja może naprawdę wiele zmienić w jakości komunikacji.


Bo Ty zawsze. Bo Ty nigdy. Gdybyś robił/robiła tak… Wszystko przez to, że Ty…Chcę, żebyś, musisz to, powinieneś tamto…

Znasz to? Takie zwroty to jest, jakby nie patrzeć atak. A jak człowieka się atakuje to się człowiek broni,i jest to stosunkowo normalne. Przy tak formułowanych odczuciach własnych znacznie trudniej o porozumienie. Z dużą dozą pewności można powiedzieć, że raczej doprowadzi to do eskalacji niż radosnego happy endu.

Wystarczy postawić się w pozycji adresata. Gdy Ty słyszysz takie słowa skierowane w swoją stronę, to też raczej nie potakujesz spokojnie głową, hm?

Innym aspektem takiego formułowania myśli jest też szukanie na zewnątrz uzasadnienia dla swojej reakcji. I odsuwanie od siebie odpowiedzialności za nią.

Za krzyk, za bycie niemiłym, za przekroczenie czyjejś granicy, za wyżywanie się na kimś czy odreagowywanie swoich emocji na bliskich. „Zobacz, do czego mnie doprowadzasz”. „Wkurzasz mnie”. „Znowu podnosisz mi ciśnienie”. Takie słowa to zarówno manipulacja drugą stroną, jak i próba uniknięcia odpowiedzialności za swoje uczucia.

Nie zrozum mnie źle – każdemu się to zdarza, mi też. Ale celem jest takie zarządzanie swoimi emocjami, żeby to się zdarzało rzadko i wyjątkowo, a nie było normą. Bo taka norma buduje pewien schemat współistnienia, który może prowadzić do dużej ilości wzajemnych, nieomówionych żali, pretensji i frustracji. A z takim bagażem trudno o lekkość bytu i codzienności.

Więc, gdyby tak…
…zamienić stare nawyki komunikacyjne na coś nowego. Jak Ci się nie sprawdzi, to zawsze możesz odrzucić. A jeżeli się sprawdzi, wyślij mi wiadomość, że Ci to pomogło. Dla mnie to będzie najlepszy prezent 😉
Żeby móc adekwatnie w tu i teraz zareagować na coś, co Ci nie odpowiada i zrobić to trochę bardziej konstruktywnie, niż Ś.P. Lech Kaczyński, gdy pogonił pewnego obywatela słowami „spieprzaj dziadu”….MÓW O SOBIE.

Staraj się wyrazić swoją perspektywę w odniesieniu do swoich uczuć. Stosuj komunikat „JA”, żeby wyrażać swoje uczucia, poglądy, przedstawiać swoją perspektywę, do której druga strona może się odnieść bez poczucia, że jest atakowana.


Komunikat „JA” ma następującą konstrukcję:

Ja czuje…..(uczucia, nie oceny)
Kiedy Ty…..(fakty)
Potrzebuję….(oczekiwanie na przyszłość)

Uczucia:

Czuję się zagrożony i porzucony, kiedy…

Fakty:

…nie konsultujesz ze mną swoich planów, wychodzisz i nie wiem, co się z Tobą dzieje i kiedy wrócisz.

Oczekiwanie:

Chciałbym, żebyś mi mówiła o swoich planach z wyprzedzeniem – wtedy nie będę zaskoczony i może sam też coś sobie zaplanuję.

Uczucia:

Ranią mnie Twoje pretensje, bo sposób w jaki się komunikujesz sprawia, że mam wrażenie, że Tobie się wydaje, że ja czegoś nie zrobiłam, a powinnam.

Fakty:

A o nic nie prosiłeś.

Oczekiwanie:

Jeżeli chcesz czegoś, wyraź to, a ja będę mogła powiedzieć czy Ci pomogę. I nie będziesz zaskoczony, bo „czegoś oczekiwałeś.”

To jest proste, ale wymaga wyćwiczenia. I jest skuteczne. Pomyśl, gdyby to Tobie ktoś powiedział: kochanie, czuję się smutna, kiedy robisz tak i tak, czy możesz zmienić swoje postępowanie tak, żeby mnie nie ranić… To czy tak chętnie odbija się piłeczkę celem wygrania walki?
Powiem szczerze, że w każdej z moich relacji prawdziwym odkryciem było zrozumienie, że nie jesteśmy tu po to, żeby ze sobą walczyć o wygraną rację – ale wspólnie walczyć o dobrą relację.

Porządki świąteczne w emocjach

Druga połowa listopada to zasadniczo nieformalny okres
przedświąteczny. Wiem, że są tacy, co twierdzą. że warto poczekać do Adwentu, ale
dla mnie osobiście jest to czas, który bardzo dopieszcza moje wewnętrzne
dziecko. Więc robię to, co czuję i czerpię z tego dużo radości.

I w tym też okresie mam dla Ciebie prezent przed
(Świąteczny).

Ja już chwilę temu bez skrępowania wyciągnęłam choinkowe ozdoby, zapalam nastrojowe światełka w gwiazdki, piekę wszystko, co pachnie pierniczkami i bawię się w Świętego Mikołaja, kupując prezenty znacznie wcześniej, niż statystyczny Polak.

Trochę w tym klimacie składam Ci dziś przedświąteczną propozycję.

6 grudnia to dzień, w którym wiele osób wręcza bliskim prezenty. Ja od zawsze daję je, upychając śpiącym ofiarom pod poduszką, a Ty?

Z tej też okazji w tym roku zamierzam rozdać te prezenty każdemu, kto wraz ze mną zechce przystąpić do…porządków świątecznych.

Brzmi seksi, nie? 😉

Zapraszam Cię w związku z tym do udziału w bezpłatnym wyzwaniu: „PORZĄDKI ŚWIĄTECZNE W EMOCJACH”. Wyzwanie potrwa „tylko” i „aż” 5 dni.

Co Ci to da?

Poćwiczysz zatrzymywanie się i wsłuchiwanie w swoje emocje „tu i teraz” – będziesz praktykować uważność,
Dobrze wykorzystasz czas, który spędzisz z najważniejszą osobą w Twoim życiu – z Tobą,
Dostaniesz narzędzia, żeby zapanować nad chaosem emocjonalnym,
Poświęcisz czas na refleksję nad tym, co się w Tobie dzieje – obserwację, nazywanie emocji.

 


.

Higiena emocjonalna, czyli dlaczego wiele osób uprawia selflove źle

Kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że coś w jego życiu jest nie do końca tak, jakby chciał, często źródłem problemu jest właśnie brak miłości do siebie.

Dlaczego tak jest? Myślę, że to, co powiedział na ten temat Jespeer Juul, wybitny duński pedagog i terapeuta rodzinny, twórca humanistycznego podejścia wychowawczego, jest doskonałym podsumowaniem:

„Dziecko, które jest źle traktowane nie przestaje kochać rodziców – przestaje kochać siebie.”

I to jest podstawowy powód, dla którego większość z nas tę miłość do siebie musi wypracować. Ale da się i mam na to liczne dowody w postaci siebie samej i wielu klientów, którzy przeszli na drugą stronę tego Rubikonu :-). Jak to zrobić?

Spójność to podstawa

A co to oznacza? W uproszczeniu człowiek ma trzy sfery, które są odpowiedzialne za myśli, uczucia i działanie. Są to: umysł, ciało, emocje. Przedstawia to model MUD, autorski model Grupy TROP, z której wywodzę się jako coach.

I w teorii każdy o tym wie, ale niewiele znam osób, które rzeczywiście o te trzy sfery potrafią dbać. Tymczasem to jest właśnie droga do osiągnięcia szczęścia – które jest w gruncie rzeczy umiejętnością odczuwania tego, co przekazuje nam każda z tych trzech sfer w „tu i teraz” i podejmowanie działań zgodnych z tym, co czujemy i myślimy.

Brak higieny

Człowiek, żeby móc prawidłowo funkcjonować potrzebuje higieny w każdej z tych trzech podstawowych sfer.
Dlatego tak ważne jest, żeby nie tylko się rozpieszczać w ramach selflove, dawać sobie ulgę fizyczną, chodzić na masaże i do teatru, zamawiać pomoc domową, żeby zdjąć sobie z barków to, co możnma, kupować sobie książki i otaczać się ładnymi rzeczami.

Bo to wszystko trafia w potrzeby – owszem, ale z grubsza jednej sfery, maksymalnie dwóch.
Tymczasem tak, jak niezbędna jest higiena ciała, czas na odpoczynek tak ciała, jak i umysłu, higiena emocji też jest konieczna.

A dbanie o tę sferę to jakimś dzikim trafem (sic!) coś, czego nikt specjalnie nie uczy. Jakie znasz emocje?

Większość znanych mi osób nie potrafi nawet prawidłowo nazwać emocji, bo nie mają ich w katalogu wyrażeń podręcznych – owszem kiedyś słyszeli. Jednak prawidłowe nazwanie tego, co się czuje wymaga zatrzymania. Pobycia w kontakcie ze sobą.

Ważna rzecz – nie ma złych emocji ani dobrych. Żeby się obronić mamy
emocje konstruktywne, nazywane też czasami trudnymi – które wprowadzają
stan alarmowy – wprowadzają dyskomfort. I to te emocje są najczęściej
motorem zmiany.
Wszystkie emocje są ważne i potrzebne. A każdy stan emocjonalny
przemija. Jeżeli mu na to pozwolisz.

Tymczasem najczęściej pokrywamy swoje uczucia kilkoma najprostszymi etykietkami: złość – wkurw – wściekłość, radość, szczęście.
A czuć można naprawdę bardzo wiele różnych rzeczy i warto umieć je rozpoznać, nazwać, przyjąć. Przeżyć i odpuścić.

A przede wszystkim – nauczyć się odczytywać swoje emocje tu i teraz.Nie blokować ich. Nie tłamsić. Z drugiej strony – nie tłamsić nie oznacza wybuchać tu i teraz. Jednak świadomość, że coś budzi nasz sprzeciw albo nas rani w danej sytuacji, pozwoli rozwiązać konstruktywnie wiele życiowych sytuacji.

Dla chętnych zamieszczam poniżej  ściągawkę z emocji. Jeżeli nie będziesz wiedzieć, co tak naprawdę czujesz, to spojrzenie na takie zestawienie i skonfrontowanie tych „emocjonalnych etykietek” z tym, co masz w sobie, naprawdę może Ci pomóc.

 

Pogarda,
lekceważenie, obrzydzenie, odraza, niesmak, awersja

Akceptacja,
życzliwość, ufność, poczucie bliskości, oddanie, uwielbienie, zaślepienie,
czułość, sympatia

Poczucie
winy, zażenowanie, zakłopotanie, wyrzuty sumienia, upokorzenie, żal, skrucha,
poczucie niższości

foto: unsplash.com

model MUD – by Grupa TROP

Po czym poznać, że jesteś w toksycznej relacji i ktoś Tobą manipuluje?

Toksyczne zachowania w relacjach to coś, co odbiera radość życia. Manipulacja to metoda, która ma sprawić, że człowiek przestaje wierzyć własnym oczom, uszom i odczuciom. Jej celem jest przejęcie kontroli nad drugą osobą, sprawienie, że ofiara przejmie percepcję manipulatora, jako własną. Jedno i drugie jest formą przemocy. Przeczytaj i sprawdź, czy wśród Twoich relacji odnajdujesz symptomy, o których piszę.

Manipulować może każdy – szef, matka, ojciec, partner, koleżanka i sąsiad. Dlatego warto dokładnie przeanalizować swoje relacje i sprawdzić, czy przypadkiem nie masz do czynienia z zachowaniami toksycznymi lub manipulacją.

Zachowania manipulujące wykazują przede wszystkim osoby ze skłonnościami psychopatycznymi, socjopatycznymi i osoby z narcystycznymi zaburzeniami osobowości, ale nie tylko. Są to wszystko zachowania toksyczne – w przypadku manipulacji występują zwykle w większym nasileniu. Warto pamiętać, że  zachowania toksyczne wynikają także często z deficytów – strachu, lęku, który dość łatwo można sobie pokryć próbą kontrolowania świata i ludzi wokół siebie.

Po co ludzie to robią?

Czasem celem jest doprowadzenie ofiary do określonego zachowania, ale czasem chodzi po prostu o kontrolę i zapewnienie sobie czyjejś uległości albo korzyści – od korzyści finansowej, podziwu, szacunku i ślepego oddania, po benefit w postaci karnej, podporządkowanej żony, realizującej wizję manipulatora, uległej seksualnie dziewczyny, grzecznego dziecka, pokornego pracownika albo zastraszonego odebraniem dzieci męża.

Dla kogoś takiego nie ma albo niewielkie znaczenie ma to, kim jesteś, jakie masz marzenia, co czujesz, jakie są Twoje oczekiwania – on czy ona chce żerować na Tobie i zaspokoić Tobą swoje potrzeby. Często osoby skłonne do toksycznych zachowań na zewnątrz wyglądają zwyczajnie – stwarzają relacje pozornie normalne. Dopiero przy bliższym poznaniu okazuje się, że coś nie gra. A nie zawsze jest się łatwo zorientować, ponieważ codzienna kropla drąży skałę i jeżeli człowiek nie ma dostatecznej pewności tego kim jest, co myśli i czuje – uleganie manipulacji wcale nie jest trudne.

Może to spotkać naprawdę każdego. Co ważne, poniżej opisane metody manipulowania mogą występować pojedynczo u niemal każdego – bo każdy ma czasem trudny moment, bywa pełen lęku i chroniąc siebie, rani innych. Ale jeżeli doznajesz tego rodzaju ranienia – miej się na baczności.

A teraz do konkretów. Poniżej skompletowałam listę (ale z pewnością nie enumeratywną) zachowań, które spełniają kryteria manipulacji.  Pamiętaj, że nie jest tak, że muszą zajść wszystkie wskazane okoliczności, żeby można było stwierdzić, że mamy do czynienia z manipulacją i zachowaniami toksycznymi.

Tak więc, ktoś kto manipuluje lub ma skłonności do zachowań toksycznych:

  1. nie bierze odpowiedzialności za to co robi i co mówi – jeżeli będzie Twoim celem wytłumaczyć takiej osobie, że Cię zraniła czy spowodowała takie czy inne konsekwencje – najprawdopodobniej szybko zmieni ona temat, obróci kota ogonem i wyjdzie, że to jednak Twoja wina i…zaczniesz przepraszać. Może Cię też spotkać ściana albo agresja.
  2. wygląda na osobę zbyt piękną, by była prawdziwa – i najprawdopodobniej tak jest. Jeżeli bardzo szybko po poznaniu planujecie rodzinę i wszystkim opowiadasz, jaką Twoja druga połowa jest cudowną osobą – to znaczy, że lepiej nabrać dystansu, odsunąć się na chwilę i sprawdzić. Bo manipulator często łapie ofiarę na wyidealizowaną wizję miłości, o której każdy marzy. Miej w głowie, że zdrowe związki nie rozwijają się w dzikim tempie. To powinna być droga do poznania, nie do osaczenia. Kontrola emocjonalna osoby, która jest zakochana jest natomiast prostsza, więc metoda ta świetnie się sprawdza.
  3. sprawia, że po kontakcie z taką osobą odczuwasz zmęczenie psychiczne – bo coś Ci wmawia, do czegoś przekonuje, próbuje pokonywać Twoje granice, stale wystosowuje takie czy inne oczekiwania. Każdego by to zmęczyło. I jest to jasny sygnał, że płyniesz przez morze toksyn.
  4. ciągle porównuje Cię z kimś innym i podnosi poprzeczkę. Moja „była” lepiej gotowała, mój eks umiał obsłużyć wiertarkę, jesteś grubsza od wszystkich swoich koleżanek, zarabiasz najsłabiej ze wszystkich ludzi, jakich znam – możliwości jest wiele. Grunt, żeby podburzać Twoje poczucie własnej wartości i dawać Ci do zrozumienia, że nie jesteś dostateczny.
  5. powoduje, że czujesz lęk przed odmawianiem jej czy jego oczekiwaniom. Wszystko jest ok dopóki ulegasz – a kiedy następuje odmowa, od lawiny miłości taka osoba przechodzi do traktowania chłodnym zachowaniem lub złością tak dużą i trudną do zniesienia, że dla świętego spokoju nie odmawiasz – a w konsekwencji spełniasz wszystkie roszczenia.
  6. szybko chce zbudować pozorną bliskość poprzez dzielenie się trudnymi doświadczeniami – od traum dzieciństwa po świeże rozstanie. Jeżeli dzieje się to podejrzanie szybko po poznaniu – to wiedz, że w przypadku manipulatora służy to wyciągnięciu analogicznych informacji o Tobie. Bo znajomość słabych punktów daje władzę.
  7. Wykorzystuje Twoje słabe strony i czułe punkty. Łatwo kontrolować kogoś, kto ma niską samoocenę, wiec jeżeli masz kompleksy – na pewno usłyszysz, że rzeczywiście tylko głupi nie ma studiów, faktycznie jesteś niemęski, rzeczywiście nic nie osiągnąłeś albo jesteś gruba itp.
  8. nie jest w stanie dać współczucia – takiego prawdziwego, które czujesz. Werbalnie może pozorować współczucie – ale to tylko gra aktorska. Bo prawdziwy manipulator nie ma umiejętności prawdziwego współodczuwania. Inaczej nie zniósłby robienia komuś ciągłej krzywdy.
  9. sprawia, że w związku odczuwasz pustkę emocjonalną i samotność. Jeżeli tak się czujesz to tak jest.
  10. wmawia Ci skutecznie że to, co miało miejsce w Twojej percepcji w rzeczywistości wcale się nie zdarzyło. W ten sposób taka osoba bawi się Twoim zdrowiem psychicznym poprzez zaburzanie poczucia tego, co jest prawdą, a co złudzeniem.
  11. oferuje Ci Podwójne standardy. Co jest moje to jest moje, co jest Twoje też jest moje. W końcu ma kontrolę, więc co Twoje należy do osoby toksycznej/manipulującej, a brak poczucia bezpiecznej własności jeszcze bardziej podburza poczucie bezpieczeństwa i pewności. I te podwójne standardy obowiązują w wielu dziedzinach. Mi wolno, a Tobie nie.
  12. pasożytuje. Osoby manipulujące próbują przerzucać odpowiedzialność za zaspokajanie swoich potrzeb. Często te osoby mieszkają z rodzicami, oczekują wsparcia takiego czy innego. W dodatku nic, co zrobisz, nie będzie dostateczne, a lista oczekiwań zawsze długa.
  13. jest zaborczy w stosunku do Twojego czasu. Nie masz prawa do swojego czasu. Ale w drugą stronę to nie działa. Celem jest już nie tylko kontrola, ale także odcięcie ofiary od wsparcia i osaczenie. Samotna ofiara to łatwa ofiara.
  14. nie przyjmuje do wiadomości rzeczy oczywistych. Na przykład, że w związku partnerskim masz obowiązki. Zajmowanie się dzieckiem jest Twoim obowiązkiem. Nie możesz zmuszać mnie do seksu. Jeżeli jesteś ze mną, to nie chodzisz na randki z innymi. Dla jednych te rzeczy są oczywiste. Dla innych nie.
  15. Sprawia, że czujesz spadek swojej siły psychicznej, poczucia własnej wartości – dzieje się tak odkąd jesteś w tej relacji lub wtedy, kiedy ta relacja zyskuje na sile (np. z rodzicem czy inną bliską osobą).
  16. Działa tak, że słowa i czyny nie idą w parze. Kłamie krótko mówiąc, dając Ci słowa, których potrzebujesz. Wierz temu, co widzisz, nie temu, co słyszysz. Bo wciąż powtarzane słowo przepraszam nie oznacza, że następuje jakakolwiek zmiana. To tylko karmienie się nadzieją.
  17. Obraża Cię, także publicznie, trafia w czuły punkt, a kiedy zaczynasz się bronić, słyszysz, że masz problem z agresją, nie masz dystansu albo poczucia humoru i jesteś niezrównoważonym człowiekiem. A kiedy dzieje się to przy świadkach, ta osoba spokojnie reaguje – podczas gdy wybuchasz, bo po prostu masz już dość.
  18. ma bardzo ograniczone grono znajomych i nie ma bliskich przyjaciół. Bo to nie są relacje warte utrzymywania i dlatego ludzie odchodzą.

Na koniec słowo o tym, co robić. Po pierwsze, drugie i trzecie – ufaj swojej intuicji i nie pozwól sobie trwać w czymś, co Cię niszczy. Odejdź, jak zobaczysz, że toksyczne zachowania dominują. Bo to nie przypadek i to nie jest tak, że to nie przeszkadza. To niszczy.

A jeżeli potrzebujesz wsparcia, po prostu go poszukaj.

Photo by Sydney Sims on Unsplash

O komunikacji (zamiast wygryzania tętnic)

Niewiele znam osób, które lubią się kłócić, wchodzić w kontrę i musieć o coś walczyć. Szczególnie, że najczęściej takie spotkania z bliźnimi kończą się, albo przynajmniej mają w jakimś zakresie, przebieg niekonstruktywny i nie dość, że ciśnienie się podnosi, to utrzymanie poziomu merytorycznego bywa trudne.

Ale tego się nie uniknie, bo po świecie nie biegają same jednorożce pluszowej natury, więc warto wiedzieć, jakie są opcje i czym się różnią?, bo wiedza daje wybór❗️

?Postawa asertywna wymaga ćwiczenia mięśnia, odpowiedzialnego za stawanie po swojej stronie i dbałość o swoje dobro.

?Postawa agresywna to najczęściej bardzo aktywna obrona – inaczej nie umiem, więc sięgam po pierwsze z wachlarza emocji, narzędzie.

??‍♀️Postawa spolegliwa to brak na poziomie punktu pierwszego. Mięsień niewyrobiony powoduje popadanie w konflikt wewnętrzny, robienie czegoś wbrew sobie dla świętego spokoju. Najgorzej…ale można ćwiczyć, żeby sześciopak asertywności wyrobić, nic straconego.

?‍♀️Postawa konstruktywna natomiast to w moim pojęciu i nomenklaturze coś, co teoretycznie można podpiąć pod asertywność, ale dla mnie to jest coś więcej. To empatyczne wysłuchanie drugiej strony, życzliwe patrzenie na wspólne potrzeby i próba nie tylko polubownego, ale relacyjnie pozytywnego potraktowania się w tym wszystkim, co mamy na tapecie.

Dla mnie to jest Święty Graal komunikacji w konflikcie, taki ćwiczę i taki wskazuję jako wzór. Czy zawsze się uda? Pewnie, że nie – jesteśmy ludźmi i mamy emocje różnej skali dla różnych tematów. Ale ćwiczyć można i warto.
Co o tym myślisz i jak Ci idzie w tych „miłych” sytuacjach?

BMW – bierny, mierny, ale wierny. Skąd to się bierze?

Czytając Factfulness Hansa Roslinga zaczynam na nowo analizować przyczyny tego, że tak wiele osób żyje życiem mniej szczęśliwym, niż by mogło. I chciało.

Dlaczego tak wiele osób daje swoim pesymistycznym przekonaniom wygrać z perspektywą czegoś nowego i lepszego niż to, w czym nie odnajdujemy szczęścia?

Po pierwsze myślenie stereotypami.

Że się nie da.

Że jestem za stara na kolorowe bluzki, zmianę zawodu, schudnięcie, udział w karaoke, rodzenie dzieci….bycie szczęśliwą.

Że nikogo nie znajdę, a w internecie to sami psychopaci i hejterzy. Że to czy tamto się nie uda.

No, można tak sobie wkręcać. Pewnie, że można. Tylko po co? A jak ktoś nam wkręcił to warto zacząć zmianę od wykręcenia tego ze światopoglądu.

Po drugie strach przed tym, co najprawdopodobniej się nie zdarzy. Bo naprawdę większość strachów się nie materializuje. A często te, które się materializują, są samospełniającą się przepowiednią. Więc nie zaklinaj sobie rzeczywistości.

Po trzecie myślenie krótkoterminowe. Tortura marnego związku, braku szacunku w relacji, niespełnionego marzenia o lepszych zarobkach, zwiedzeniu świata, czasie dla siebie czy aucie, o jakim marzysz od lat, jest znośna pod warunkiem, że unikasz świadomości tego, że będziesz żyć jeszcze pewnie 30-40 lat, a masz wszelkie zasoby, żeby ruszyć tyłek i zdobyć to, czego chcesz.

Kiedy się nie myśli, że ten dyskomfort, wynikający z rażącego zaniedbania wobec siebie samego, ma trwać dekady, zaakceptowanie własnej bierności jest całkiem akceptowalne.

Bo tu i teraz nie muszę działać. Brać odpowiedzialności za swoje życie. Podejmować istotnych decyzji…zacząć oszczędzać, zmienić miejsce zamieszkania albo pracę, rozwieść się czy rozejść, zacząć edukację w wymarzonym kierunku mając 30 czy 40 lat, egzekwować od rodziny więcej wkładu celem samo-odciążenia… co kto potrzebuje.

Każdy z dużych kroków trzeba zacząć od malutkich. Wyjść paluszkiem stópki poza strefeczkę dyskomforciku.

Oswoić strach, zdeprecjonować wydumane ograniczenia i do dzieła.

W przeciwnym razie groźba życia w klasie BMW – Bierny, Mierny, ale Wierny, ziści się z dużą dozą prawdopodobieństwa. A szkoda by było, prawda? Ja nie jestem kotem, mam jedno życie i podejrzewam, że większość z Was też 🙂

 

 

A potem była zmiana i szpak….czyli o tym, skąd się bierze zmiana

Zmiana. I ten pożal się Boże (!!!) rozwój osobisty. Ostatnio ktoś mnie zapytał – skąd się bierze w życiu zmiana. Ta osoba ewidentnie pełna dobrych chęci i aspiracji, na poziomie deklaracji ze wszech miar spragniona rozwoju, kompletnie nie była w stanie pojąć skąd ludzie biorą w sobie potrzebę do zmiany. Tymczasem zmiana na poziomie rozwoju osobistego wynika z wielu przyczyn – i wcale nie koniecznie z potrzeby. Czasem samo się…Ale ja osobiście wyróżniam cztery główne źródła.

No więc, zmiana może w wersji podstawowej był naturalna. Ewolucyjna – wynikająca z doświadczeń. Nie każda zmiana jest świadomym i celowym działaniem, ale kiedy się zdarza, bo np. wielka miłość zakończyła się fiaskiem i się okazuje, że proszę państwa relacja była szalenie toksyczna, to człowieka nachodzi autorefleksja. Chciał nie chciał. Kiedy odchodzą bliscy i przeżywamy głębokie i trudne emocje, od których nie sposób uciec, kiedy robimy „coś nowego”, co wzbudza np. strach przed porażką i musimy stanąć twarzą w twarz z tymże strachem. Samoświadomość sama się nie zrobi, ale czasem samo się tak dzieje, że człowiek od niej nie ucieknie. Chociaż znam wyjątkowo oporne egzemplarze.

Z odbioru informacji zwrotnej. Świat daje nam feedback – ludzie dają nam feedback, odchodząc, trwając, znikając, mówiąc, czasem nie wprost – bo nie bardzo jesteśmy uczeni dawania feedbacku. Ileż razy łatwiej jest odejść, przemilczeć, nie odpowiadać na telefon, maila czy w inny sposób zacząć unikać niż – zupełnie wprost dać informację zwrotną. Nie podoba mi się to, to i tamto, powoduje to we mnie takie to a takie uczucia. To potrafi naprawdę przyczynić się do zmiany w człowieku. No chyba, że ktoś należy do kategorii feedback – resistant, czyli ludzi opornych na jakikolwiek punkt widzenia otoczenia. Głuchych na siebie, nie „w kontakcie ze sobą”, więc głuchych na innych. Mających wielkie martwe pola, które niestety są przyczyną cierpienia dla najbliższych.
Kolejnym źródłem zmiany jest…frustracja. Zmiana przychodzi wtedy, kiedy poziom satysfakcji z siedzenia w tzw. ciepłym kur@&dołku, zwanym strefą komfortu, czyli np. beznadziejnym związku, równie, albo jeszcze bardziej beznadziejnej pracy, słabych relacjach, toksycznych znajomych, utartych sposobach postępowania (albo podlegania temu, co nam życie niesie bez rzeczywistego dokonywania wyboru) – to wszystko może się skończyć dopiero wtedy, kiedy dyskomfort z tym związany urośnie ponad komfort trwania. A trwanie samo w sobie jest SŁABE. I kiedy już człowiek ma dość, szuka zmiany. Czasem dużej, czasem małej, ale szuka. I wtedy dzieje się magia. Bardzo lubię na to patrzeć .
No i na koniec – po prostu otwarta głowa. Można w to wierzyć, można nie – ale są ludzie, u których rozwój osobisty wynika wyłącznie z tego, że do wszystkiego podchodzą bez czarnego sceptycyzmu, bez uprzedzeń, bez oczekiwań i nastawienia – po prostu z ciekawością, co życie przyniesie. I takie osoby potrafią przeżyć w swoim życiu znacznie więcej przygód, doświadczeń, znajomości, niż inne. To taka osoba, która jak mantrę używa zdania „czemu nie? ” na zagranicznej wycieczce pozna mnóstwo tubylców, dowie się o świecie i ludziach więcej, pójdzie w miejsca, w które wielu by nie poszło i przeżyje ciekawe przygody. Oczywiście, można od razu powiedzieć, że taka osoba częściej ryzykuje i pewnie częściej spotykają ją statystycznie trudne doświadczenia – chociażby kradzieże. Ale – kto nie ryzykuje, nie pije szampana, a statystycznie taka osoba przeżyje po prostu dużo ciekawsze życie.
Żadna z powyższych opcji nie jest ani jedyna, ani nie sprawia, że jeżeli coś człowieka ogranicza w rozwoju, to z mojego doświadczenia – są to dogmaty. Uwieszenie rozumu na odgórnych założeniach. Rząd dusz, religia, polityka czy cokolwiek innego, co zamyka człowieka na różnorodność świata. Z tym nie pohandluje ani rozwój osobisty, ani samoświadomość.
A tak na koniec z dedykacją – piosenka Tima Minchina – If you open your mind too much, your brain will fall out.